Poniedziałek
wrz 15th, 2010 by admin
Tego dnia było bardzo gorąco. Od samego początku lipca z nieba bezlitośnie lał się żar. Na dodatek w firmie nawaliła im klimatyzacja. Papier kleił się do rąk, tyłki do krzeseł, a koszule do pleców. Wszyscy patrzyli z nienawiścią na pracujące komputery, drukarki i ksera, emitujące dodatkowe ciepło. Patryk (dla kolegów Kefir) Falicki siedział w swoim boksie i z dłubał w umowach. Trudno było mu się skupić. Nawet jego wychudzone, trzydziestoletnie ciało pociło się jak w saunie. Koszulę rozpiął prawie do pępka i wachlował się bez przerwy plikiem dokumentów. Poza tym, był to w zasadzie zwykły dzień pracy. Przyszedł o 8.00, zaparzył kawy i usiadł przy komputerze. Wokół panował ten szczególny rodzaj ciszy, kiedy to nikt nic nie mówi, a jedynie maszyny pracują jak opętane, głośno bucząc. Tylko od czasu do czasu, ktoś ze sobą rozmawiał, ktoś o coś zapytał lub któryś z kierowników podchodził do któregoś z boksów i przez chwilę trwała wtedy jakaś wymiana zdań.
- Pieprzona dehumanizacja. Co za gówniany dzień. – Patryk szepnął sobie pod nosem i szybko zamilkł, bo zdał sobie sprawę, że ktoś nad nim stoi.
Odwrócił się szybko i zobaczył, że to ta nowa z boksu przy wejściu. Ta młoda. Ta fajna.
- Hej. – Powiedziała słodkim głosem. Miała może ze dwadzieścia dwa lata, nie więcej. – Miałam ci podrzucić te papiery. Zajrzyj tam i popraw, co trzeba. – Podała, z dziwnie tajemniczym uśmiechem.
Kefir złapał się na tym, że gapi się na jej cycki. Duże, jędrne, sterczące pod koszulą. Spocone, tak, że materiał przywierał do nich, oblepiał je, marszczył się delikatnie. Widać było wyraźniej jej ogromne, ciemne sutki. Otrząsnął się i szybko przeniósł wzrok na jej twarz. Okrągła, lekko opalona buzia, duże, zielone oczy i mały nosek otoczony gromadą piegów. Wydatne usta ciągle uśmiechały się tajemniczo.
- Wpadnę po nie za jakieś dziesięć minut. – powiedziała i ruszyła do swojego boksu. Wyjrzał za nią, podziwiając jej duży, ale bardzo zgrabny tyłek, wypychający dżins. Na odchodne machały mu rytmicznie jej mocno kręcone, rude włosy nad smukłymi plecami. Jego tętno zgrywało się z każdym uderzeniem jej czerwonych szpilek.
Od razu pożałował, jak zwykle zresztą w takich sytuacjach, że nie miał odwagi zagadać. A ona przecież uśmiechała się do niego, na pewno by się z nim umówiła!
Wrócił przed komputer i rozwiązał teczkę, którą mu dała. W środku było chyba z 10 pustych kartek i mała żółta karteczka z ręcznym pismem. Wziął ją do ręki i zaczął czytać.
„Cześć. Nie wiem jak się nazywasz, ale koleżanka z pudełka obok mojego pudełka założyła się, że nie zrobię ci loda przed 14.00. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, żebym wpadła do twojego kwadracika i obciągnęła ci szybciutko. Poślij mi wiadomość na wewnętrznym. Ciao.”
Kefir przeczytał tę kartkę jeszcze 7 razy, upewniając się, że aby na pewno dobrze odczytał, to, co jest na niej napisane.
Potem walczył z sobą chwilę, pisał i kasował wiadomość do niej. Bał się, wstydził, nie wiedział, jak się zachować, nie wiedział, czy to jakiś żart, czy nie stanie się pośmiewiskiem firmy.
W końcu napisał: „OK” i klepnął enter.
Poszło.
Po chwili nasłuchiwania dotarł do niego wreszcie stukot zbliżających się obcasów. Odwrócił się. Stała tam.
- Uuups, spadł mi długopis. – powiedziała, rozglądając się wokół, ponad boksami. W lewo, potem w prawo, a potem szybko zanurkowała pod biurko Patryka. Wcisnęła się gdzieś pomiędzy pudłem komputera, a koszem na śmieci. Przygryzała wargę i patrzyła nerwowo na Kefira.
- Szybko. – szepnęła.
On przysunął się z krzesłem do niej i nerwowo zaczął rozpinać rozporek. Ręce trzęsły mu się tak, że nie umiał tego zrobić. Wyciągnęła ku niemu swoje i pomogła mu. W końcu uwolnili wspólnie jego fiuta ze spodni i bokserek pod nimi. Był już oczywiście w pełnej gotowości. Popatrzyła na niego tuż przy swoim nosie, jakby miała zacząć zezować. Odsunęła głowę, podwinęła rękaw koszuli i wzięła go w rękę. Najpierw kilka wolnych ruchów, potem zaczęła szybko trzepać. Nie przestając, zaczęła go ssać. Wykonywała szybkie ruchy głową, mlaskając przy tym głośno. Kefir rozejrzał się przestraszony i załadował pierwszy z brzegu plik do drukowania, chyba coś koło tysiąca kopii. Drukarka zaczęła wypluwać z siebie kartki i zagłuszyła rytmiczne mlaskanie przemieszane z siorbaniem. Dziewczyna dalej jechała swoje pod jego biurkiem. Szybko i mokro, nie cackała się. Ręka cały czas pracowała przy nasadzie i raz po raz stykała się z wilgotnymi od śliny ustami, które silnie oplotły kefirowego człona i mamlały go niestrudzenie. On splótł ręce na karku i odchylił głowę. Przygryzał górną wargę, aby nie zacząć jęczeć.
- Panie Patryku – Usłyszał głos kierownika za sobą. – Odwrócił wykrzywioną twarz z wytrzeszczonymi oczami.
- Dobrze się pan czuje? – zapytał zdziwiony kierownik.
- Mmmhhhhh – wyjęczał przez zaciśnięte wargi Kefir. Dziewczyna nawet na sekundę nie przestała pracować. Jechała nawet szybciej i mocniej. Drukarka wyrzucała kartki, jak szalona.
- Jak skończy pan drukować i będzie chwila wolnego, to proszę do mnie. Porozmawiamy o przedłużeniach. Ok? – powiedział kierownik, patrząc na wykrzywioną twarz Falickiego z lekkim niesmakiem.
Ledwo się odwrócił, żeby odejść, Kefir wystrzelił. Chwycił jedną ręką głowę pod biurkiem i naciągnął ją bardziej na siebie, nadgarstek drugiej dłoni mocno zagryzł. Zaszkliły mu się oczy. Ciało kilka razy spazmatycznie drgnęło na krześle. Za każdym razem czuł jak wystrzeliwana z niego sperma wysysana jest przez dziewczynę, niemal czuł jak jej przełyk pracuje, połykając to wszystko. W końcu uspokoił się, ona jeszcze ciągnęła jego fiuta jak słomkę w drinku z palemką, by po chwili przestać. Wypuściła go wreszcie.
Odsunął się z krzesłem i zaczął chować gorączkowo mokrego kutasa w spodnie.
Zobaczył, jak dziewczyna pstryka sobie komórką zdjęcie pod stołem. Usta otwarte, na języku jeszcze sporo spermy.
- Mufę mief dofót. – powiedziała z pełnymi ustami.
Aparat pstryknął, ona połknęła wszystko, uśmiechnęła się szeroko i pokazała mu język, mrużąc oczy jak mała, psotliwa dziewczynka.
Kiedy już odchodziła z jego boksu, spojrzała na niego.
- Dzięki za pomoc – powiedziała – Wygrałam kawę.
I odeszła. Kefir słuchał stukotu jej obcasów i pomyślał sobie, że to nie jest jednak taki zły dzień.
