Świetne kwalifikacje
wrz 15th, 2010 by admin
Ania siedziała wyprostowana na krześle i raz za razem zerkała w małe lusterko, które ściskała mocno w prawej dłoni. Upewniała się, że jej make-up się nie rozmazał, że kołnierzyk koszuli wciąż jest czysty, że nagle nie wyskoczył jej nigdzie jakiś niespodziewany pryszcz, że fryzura trzyma się dobrze, a oczy nie są podkrążone. Czekała dopiero dwadzieścia minut, ale kiedy chodzi o rozmowę kwalifikacyjną, dwadzieścia minut potrafi trwać naprawdę długo. Przyjechała do Krakowa specjalnie w tym celu. Duża firma, dobre zarobki, wyprowadzka z Katowic, z domu rodziców. To było jej marzeniem. Oddała by wiele, za jego spełnienie. Bardzo wiele. Jednak ten chłopak, który wszedł przed nią miał świetne CV. Wystarczyło, że rzuciła okiem na rubrykę „doświadczenie”, a oblał ją zimny pot. Cały plan rozmowy, który miała w głowie, który wielokrotnie ćwiczyła, brał w łeb. „Szanowni Państwo, pewnie zastanawiacie się…”, zaczęła sobie wszystko gorączkowo jeszcze raz przypominać, kiedy drzwi otwarły się, chłopak ze świetnym CV wyszedł z pokoju.
-Następny – powiedział jakiś męski głos.
Ania zabrała swój płaszczyk, torebkę, poprawiła nerwowo żakiet i ruszyła przed siebie.
W dużej sali stało na środku puste krzesło. A naprzeciw niego, za długim stołem, czterech mężczyzn pod krawatem. Koło czterdziestki.
- Dzień dobry – zaczęła nieśmiało Ania.
- Proszę usiąść. – powiedział pierwszy z lewej, tłustawy brunet w okularach.
- Wreszcie jakaś ciekawa osoba. – Uśmiechnął się ostatni – blondyn – patrząc w kierunku pozostałych.
- Dokładnie – odparł brunet – Wcześniej była tylko jedna pani, ale jakaś taka niewyraźna.
- He he he – zaśmiali się lekko pozostali.
- Dzień dobry. – powtórzyła Ania – Pewnie zastanawiają się państwo, dlaczego… – Zaczęła szybko i szybko przestała zaczerwieniona. – Przepraszam, chciałam powiedzieć „panowie”. Zacznę jeszcze raz. Pewnie zastanawiają się panowie, dlaczego…
- Spokojnie – powiedział drugi z lewej, łysy. – Paniii… – Zerknął na leżące przed nim CV. – Pani Aniu, niech nam pani powie, jak bardzo zależy pani na tej posadzie. – Uśmiechnął się i wskazał oczami na dół.
Ania podążyła za jego wzrokiem i ćwiczona wielokrotnie odpowiedź zamarła jej na ustach. Pod stołem, z rozpiętego rozporka jego spodni zwisał leniwie masywny penis.
- Proszę się nie wstydzić. – powiedział z uśmiechem blondyn. – Niech pani zaprezentuje koledze swoje kwalifikacje.
Anię dopadła panika, nie wiedziała, co ma teraz zrobić, uciekać, czy wstać i kogoś spoliczkować. Czy też może… „Nie… tego nie zrobię…”, skarciła się sama. „Ale to naprawdę duża szansa”, podpowiedział zaraz inny głos. Nie było dużo czasu do namysłu. Chęć zdobycia posady wzięła górę. Wstała szybko z krzesła i zaczęła iść przed siebie, nerwowo przygryzając wargę.
- Nie tak! – powiedział ostro ten, który na razie siedział cicho. – Wróć do krzesła i zrób to, jak trzeba. Jesteś na rozmowie kwalifikacyjnej, do diabła! Postaraj się trochę.
- Dokładnie – poparł zimnym głosem łysy, patrząc na nią z nagłą pogardą. – Jeżeli chcesz zdobyć tę pracę, to słuchaj pana dyrektora. Wróć do krzesła, a potem na cztery łapy i czołgaj się tu powoli, suko.
Ania oniemiała, ale nie potrafiła oprzeć się tej komendzie. Zrobiła dwa kroki do tyłu i padła na kolana. Zaczęła na czworakach iść powoli przed siebie jak pies. Z głową nisko przy ziemi, z oczami utkwionymi w dywanie.
- O taak… – mruczał któryś z nich.
Kiedy weszła wreszcie pod stół i doszła do celu członek łysego był już twardy i długi. Wzięła niepewnie i powoli żołądź w usta i zaczęła lekko ssać. W tym momencie dwie silne ręce chwyciły ją za głowę i naciągnęły mocno na fiuta.
- Postaraj się. Nie tolerujemy fuszerki. – powiedział głos nad nią. Mówił coś jeszcze, ale fiut już mocno i szybko pieprzył jej usta i gardło, tak że nie była pewna, czy to ktoś mówi jeszcze do niej czy już nie. Po parędziesięciu sekundach krztuszenia ręce w końcu puściły i Ania wypluła masę gęstej śliny na dywan. Nawet nie zauważyła, że nie ma już nad nią stołu, że odsunięto go na bok, a tuż koło jej głowy wynurzyły się następne dwa wielkie kutasy. Kolejne ręce chwytały ją mocno za włosy i ciągnęły do siebie. Ssała po kolei każdy z fiutów i słone jajka pod nimi. A czasem i jedno i drugie na raz, kiedy któryś z nich wsadzał go tak głęboko, że jej nos rozpłaszczał się na jego brzuchu, a jego jądra na jej brodzie. Wtedy wyciągała resztką sił język ociekający obficie śliną i lizała je mocno. Otuchy dodawały jej okrzyki aprobaty z góry. Przestawało przeszkadzać, że łzawi duszona kutasem wepchniętym do gardła, tusz już dawno spłynął a szminka rozmazała się na pół twarzy. Nie przeszkadzało, że krztusiła się i kaszlała, że brakowało jej tchu. Czuła, że posada może być jej. W pewnym momencie poczuła jak dwa, a może więcej palców wbiło się w jej cipkę przez jej koronkowe majtki pod spódnicą i podniosło wysoko. Spódnica szybko została zadarta do góry, a koronki rozciągnęły się na kostkach nóg.
- Oto i pan dyrektor! – krzyknął któryś, chyba gruby brunet. Zaraz po tym poczuła u wejścia swojej cipki jakiegoś bardzo twardego olbrzyma, który nie zwlekając zaczął się w nią powoli, lecz nieubłaganie wpychać. Oczy wyszły jej niemal z orbit. Gdyby nie gruby, obrzezany kutas blondyna w jej ustach, na pewno by krzyknęła. Tego wszystkiego było już za wiele. Straciła poczucie rzeczywistości. Wiedziała tylko, że dyrektor wjeżdża w nią raz po raz jak buldożer. Potem obrócili ją na plecy i dupczyli po kolei. Nawet nie wiedziała już, który jest który. Wszędzie była tylko jej ślina i wielkie fiuty. A w głowie myśl: „Mam pracę, mam pracę, mam pracę…”. W końcu wszystkie cztery pały pojawiły się nad jej twarzą i niemal w tym samym momencie trysnęły obficie gęstą, lepką bielą. Zacisnęła mocno oczy i tylko czuła, jak ciepła sperma leje się po jej ślicznej małej buźce.
- Ufff…- Usłyszała westchnięcie. Ktoś wziął ją za rękę i zaprowadził na krzesło. Kiedy usiadła, zdała sobie sprawę, że zupełnie nie czuje tyłka. Ciągle miała zamknięte oczy.
- Pani Aniu – usłyszała miły głos bruneta. – Ma pani świetne kwalifikacje. – Znowu czyjaś ręka chwyciła jej własną dłoń i zaczęła gdzieś prowadzić.
- Cieszymy się niezmiernie, ze panią poznaliśmy…
- Zadzwonimy do pani – uciął szybko blondyn, wypychając ją za drzwi.
