HALLSTATT – perełka austriackich Alp

DLACZEGO TU…?

Wyprawa kwiecień/maj 2015

Hallstatt - LanhPomysł zdobycia Hallstatt zrodził sie po rozmowie z kolegą w pracy. Nawet długo nie rozmawialiśmy, Tomek wspomniał tylko o tym miejscu po czym zbadałem obszar w necie. Wszystko trwało dwie, może 3 minuty, aby podjąć decyzję o wyjeździe do Hallstatt. Cała akcja miała miejsce jeszcze pod koniec 2014 roku, więc nie mieliśmy sprecyzowanego terminu wyjazdu, ale wszystko wskazywało na najbliższą majówkę. I tak się też stało. Położone nad jeziorem Hallstattersee, przytulone do stromych zalesionych wzgórz Hallstatt jest jedną z ikon Austrii. Piękne zdjęcia jakie można obejrzeć w internecie, bogata historia miasta, jego klimat opisywany we wszystkich publikacjach oraz możliwość obejrzenia  miasteczka nie tylko z perspektywy ciasnych uliczek, ale również okolicznych szczytów utwierdził nas w przekonaniu co do odwiedzenia tego miejsca.

WRAŻENIA

HALLSTATTDo Hallstatt jechaliśmy z nastawieniem, że zobaczymy coś niespotykanego. Artykuły, które przeczytaliśmy oraz zdjęcia, które oglądaliśmy zrodziły w nas obraz miejsca, w którym będziemy czuć się jak w bajce. Takie nastawienie może często spowodować rozczarowanie. W tym przypadku to nie nastąpiło. Chociaż realia miastecza trochę zweryfikowały nasze oczekiwania, było to jednak spowodowane przede wszystkim trwającym remontem w miasteczku, który zaburzał spokojny klimat miejsca. Poza tym Hallstatt to jedna uliczka wzdłuż jeziora oraz mały dość urokliwy ryneczek w kształcie trójkąta. To co nas trochę raziło to budynki, które niestety nie posiadały jednolitego klimatycznego stylu. Jedne drewniane inne murowane, a jeszcze inne drewniano-murowane rozstawione w nieuporządkowany sposób na zboczu wzgórza. Wszystkie stare i trochę młodsze lub odremontowane. W miasteczku znajduje się kilka ciasnych uliczek, ale to naprawdę namiastka. Za to są ścieżki, chodniki wijące się po zboczu na początku między domkami, później ponad nimi, z których im wyżej tym ładniej widać miasto i jezioro. I tu właśnie odnajdujemy urok Hallstatt, dla którego przyjażdżają turyści z całego świata, a przede wszystkich z Chin, gdzie znajduje się wierna replika Hallstatt. Sam osobiście stwierdzam, że Hallstatt to miasto z piekną, idealną do fotografii lokalizacją. Są miejsca, z których widok na miasteczko zniewala swoim obrazem – i to jest właśnie to „COŚ”. Spacer po miasteczku nie daje już tyle przyjemności wizualnych, ale na ryneczku jest urokliwie. No dobrze więcej szczegółów o miejscach mniej i bardziej urokliwych już w części do zwiedzania.

ZWIEDZANIE

Na początek kilka podstawowych informacji.

HallstattHallstatt leży w Górnej Austrii w samym centrum Salzkammergut – legendarnej krainy soli. Przyroda tego pięknego zakątka Europy  uznawana jest przez wielu za prawdziwy skarb. Można tu znaleźć zapierające dech w piersi górskie jeziora, ogromne jaskinie i rzadkie okazy flory i fauny. Od najdawniejszych czasów tereny te były zamieszkiwane przez ludzi ze względu na łatwo dostępne złoża soli. Dziś każdy zwiedzający miasteczko ma możliwości zwiedzenia kopalni soli, do której można dostać się pieszo wspinąjąc się na wzgórze, do którego przyklejone jest Hallstatt lub po prostu wyjachać na górę kolejką torową. No dobrze… więcej szczegółów w naszej relacji.

Niedziela była dniem naszego przybycia do Hallstatt, a dokładnie do Obertraun – 3km od Hallstatt gdzie mieliśmy swoją kwaterę. Przyjechaliśmy stosunkowo wcześnie, więc nie tracąc czasu ruszyliśmy do miasteczka. Pogoda dopisywała dlatego w błogim spokoju przemierzaliśmy główną uliczką miasteczka. Niedziela w Austrii jest dniem wolnym, więc sporo sklepików, a nawet niektóre restauracje były zamknięte. To również wina przed sezonowego okresu naszego przyjazdu.od razu na samym początku informujemy, że do miasteczka nie ma wjazdu samochodem, uprawnieni do tego są tylko jego mieszkańcy. Od strony Obertraun, czyli z drugiej strony tuneli jadąc od Bad Goisern znajdujemy dwa parkingi. Tunele w Hallstatt - widok od strony ObertraunJeden przy stacji benzynowej, drugi trochę bliżej centrum, przy kolejce torowej do kopalni soli. Z obu parkingów nie jest daleko do wejścia do miasteczka. My wybieraliśmy parking przy kolejce, ponieważ krótka droga z parkingu wiodła wzdłuż domków, a nie przy ulicy, jak z parkingu obok stacji benzynowej. Oba parkingi są płatne i tu trzeba przygotować się na mały szok cenowy. 1h kosztuje 3 EURO. Jak już płacić to całodniowy postój, czyli powyżej 4 godzin, wtedy koszt parkowania wyniesie 7,5 lub 8 EURO zależnie od parkingu i tak po zaparkowaniu zwiedzamy Hallstatt do oporu, ze wszystkimi szczegółami. Przy wejściu do miasteczka, przed widocznymi na zdjęciu tunelami znajduje się po prawej stronie informacji turystyczna. Siedzą tam dwie miłe panie i ładnie pomagają po niemiecku i angielsku. Pamiętajmy, że informacja w niedzielę jest zamknięta. Oczywiście 1/3 dnia to zbyt mało, aby bez potu na czole zwiedzić miasteczko w całości. Z tego powodu pierwszy wieczór w Hallstatt spędziliśmy spacerując wzdłuż jeziora, przez ryneczek do przystani. W tym dniu koncetrowaliśmy się bardziej na zdobyciu informacji skąd i w jakich cenach kaształtują się kursy statkiem po jeziorze lub też indywidualne wynajęcie łódek elektrycznych. ObertraunZorientowaliśmy się w cenach i godzinach pracy kolejki torowej i kopalni soli. Ponadto z uwagi na zamiłowanie fotograficzne osobiście szukałem miejsc dogodnych do sfotografowania miasteczka, Ela oczywiście z cierpliwością mi towarzyszyła. Spacerując po miasteczku w dniu przyjazdu dość szybko zastał nas wieczór, więc ruszyliśmy z powrotem do naszego Obertraun udając się na małą kolację do pobliskiej pizzeri przy jeziorze, skąd widać było z drugiej strony jeziora co…?  jasne, że Hallstatt. Zwiedzanie tego urokliwego miasteczka zaplanowalismy na środę, a to z uwagi na zapowiadaną bezdeszczowa pogodę. Posunięcie było jak najbardziej udane i od wczesnego przedpołudnia rozpoczęliśmy „najazd” na Hallstatt. Pogoda dopisywała zgodnie z zapowiedziami, więc komfort zwiedzania mieliśmy taki, jaki nam pasował – słonecznie i nie zbyt gorąco. Na początku wędrowaliśmy ulicą wzdłuż jeziora z lewej strony mijając przyklejone do ściany wzgórza dość urokliwe domki, a z prawej podziwiając widok na jezioro i dalej góry pokryte śniegiem. No już nam się podobało. HallstattOd razu zauważyliśmy pewną cechę charakterystyczną nazwijmy to kultury architektoniczno-przyrodniczej – to sadzenie i chodowanie drzew owocowych bezpośrednio przy, a raczej na ścianach budynków. Nie ukrywam, że jest to urokliwe i praktyczne, ponieważ po obrodzeniu, owoce można zrywać z okna. Wzdłuż wąskiej drogi mijaliśmy domki miekszalne, pensjonaty, sklepiki z pamiątkami itp. Oczywiście w Hallstatt nie tylko charakterystyczna architektura zwracała nasza uwagę, ale bardzo mocno turyści z Chin, którzy wręcz oblegali miasteczko. Bez obawy można stwierdzić, że Chińczyków podczas naszego spaceru minęliśmy dużo więcej, niż Europejczyków. Jest to chyba spowodowane chęcią zweryfikowania kopii z oryginałem. Co mamy na mysli…? Otóż w miejscowości Huizhou w prowincji Guangdong w Chinach w 2012 roku miała miejsce inauguracja kopii austriackiego Hallstatt. Budowa, która trwała rok czasu i kosztowała 940 mln. dolarów wywołała skandal wśród Austriaków, których nikt nie pytał o zdanie w kwestii skopiowania ich miasta. Ot i to chyba przyczyna najazdu Chińczyków na Hallstatt. Hallstatt rynekPrzemierzając drogą wolnym krokiem dość szybko doszliśmy do ryneczku. No i cóż, czas na kawę. A kawa w Austrii to nie to co u nas. Jest dobra i mocna, więc z przyjemnością zasiedliśmy w jedynej o tej wczesnej porze otwartej  w centrum miasteczka kafejce. Głównym elementem rynku jest oczywiście pomnik Trójcy Świętej ufundowany przez znanego przedsiębiorcę przemysłu wydobycia soli Johanna Ignaz Etzingera. Sam rynek w Hallstatt pamięta czasy XIV wieku, kiedy to w mieście rodziło się górnictwo soli i później w XVII jego spacek. Budynki na rynku wykończone są i udekorowane kwiatami z charakterystyczną dla Austriaków starannością. Jest klimat. Tuż przy rynku znajduje się kościół ewangelicki, którego strzelista wieża widoczna jest na każdym zdjęciu miasteczka i stanowi chyba foto wizytówkę Hallstatt. Świątynia otwarta jest dla zwiedzjących przez cały dzień, można wejść w każdym momencie. Obok kościoła znajduje się przystań statków, skąd odpływają rejsy wycieczkowe po jeziorze. Do przystani cumuje również statek przewożący pasażerów pociągu, który zatrzymuje się po drugiej stronie jeziora. Tak właśnie, stacja kolejowa Hallstatt nie znajduje się w głównej, turystycznej części miasteczka, przez którą prowadzi droga, lecz z drugiej strony jeziora, skąd co ok 30 minut mały statek przewozi pasażerów do i z pociągu. Hallstatt; widok ze stacji kolejowej z drugiej strony jezioraPo stronie turystycznej niestety lub stety nie byłoby miejsca na trakt kolejowy. Droga przelotowa, z której zjeżdza się do miasteczka prowadzi wydrążonym w skałach skarpy tunelem. MIeszkając w Obertraun mieliśmy możliwość odbyć wieczorny spacer drugą stroną jeziora dochodząc, aż do stacji kolejowej Hallstatt skąd mogliśmy spojrzeć na miasteczko przez taflę wody. Podczas naszego pobytu niestety rejsy statkiem nie odbywały się. Ale jednego słonecznego dnia pojawiło się ogłoszenie, że o 15.00 odbędzie się rejs wokół jeziora. My jednak zdecydowaliśmy się na wynajęcie cichej elektrycznej łódki. Koszt wynajmu zależał od mocy silnika. Godzina w słabszej łódce 300W kosztowała 13 EURO, zaś w tej mocniejszej 500W trzeba było zapłacić 16 EURO. W łódce nie ma luksusów, ale jest niezależność więc bardziej polecamy łódkę od statku. A mały drinkowy bufecik możemy zorganizować sobie we własnym zakresie. Dobre zimne piwko zakupione w sklepie zawsze można sobie zabrać do plecaka przed wejściem do łódki i delektować się jego degustacją już na środku jeziora. Hallstatt, widok z jezioraTe aspekty spowodowały, że wybór padł właśnie na łódkę. Wypożyczalnia łódek jest jedna, ale ma dwie małe przystanie. Jedna przed rynkiem przy ulicy, druga za parkingiem przy przystani dla statków. Godzinka w łódce szybko minęła i pozostawiła ślady w postaci czerwonej opalenizny na czole, nosie i ręce trzymającej aparat. Z tego powodu radzimy posmarować się kremem z filtrem przed wypłynięciem na jezioro w słoneczny dzień. Widoki z łódki bardzo ładne i niepowtarzalne. Tu dostrzec można to, czego nie widać z lądu. Po godzinnym rejsie nadszedł czas na spacer w wyższe partie miasteczka. Ruszyliśmy więc w górę przechodząc przez bramę będącą granicą między małym cetrum Hallstatt, a pozostałą mieszkalną częścią miasta. Mieszkalna część to przede wszystkim kwatery prywatne nad brzegiem jeziora. Pięknie zlokalizowane. Szybko doszliśmy do miejsca, z którego wykonywane są zdjęcia miasteczka, które później wykorzystywane są we wszystkich materiałach reklamowych, turystycznych i informacyjnych o Hallstatt. Hallstatt, cmentarzRzecz jasna my również musieliśmy wykonać kilka kadrów, między innymi ten, który widnieje na szczycie relacji. W nazwijmy to „foto miejscu” spędziliśmy około kwadransa i poszliśmy dalej wzdłuż domków zazdroszcząc tym turystom, którzy wynajęli sobie kwatery właśnie w tych domkach. Uliczka była krótka i po chwili znaleźliśmy się na wylocie z miasteczka. Nastąpił w tył zwrot i ruszyliśmy w kierunku kościoła parafialnego pw. Wniebowzięcia Matki Bożej oraz sąsiadującej z nim kaplicy św. Michała Archanioła, która wraz z miniaturowym cmentarzem znajdowała się na górnej lekko wysuniętej półce skarpy. Nie ma co ukrywać, jest to najładniej zlokalizowany cmentarz jaki kiedykolwiek widzieliśmy. Cmentarz razem z kaplicą stanowią dość niezwykły rodzaj nekropolii. Na skutek braku miejsca na cmentarzu trumny były zakopywane pionowo, co jednak rozwiązywało problem tylko na pewien czas; po 10—20 latach kości były ekshumowane, oczyszczane i układane Hallstatt, kaplica czaszekwe wspomnianej kaplicy czaszek. Pomnik nagrobny zastępuje podpisana czaszka, na której umieszcza się imię i nazwisko oraz daty urodzin i śmierci zmarłego. Ponadto czaszki niewiast zdobią kwiaty, a mężczyzn gałązki bluszczu. W kaplicy znajduje się 1200 czaszek z czego 610 pomalowanych i ułożonych wg rodzin i daty śmierci. Aktualnie już mało kto ma życzenie na umieszczenie swojej czaszki po śmierci w kaplicy. Ostatnia czaszka należąca do zmarłej w 1983 roku kobiety została umieszczona w kaplicy w 1995 roku. Aktualnie praktykuje się kremację, a urny umieszczane są w grobach na cmentarzu.  Do kaplicy czaszek obowiązuje drobna opłata 2 EURO. Kaplica to jedno niewielkie pomieszczenie wypełnione wspomnianymi wcześniej czaszkami zmarłych. Kaplica zrobiła na nas wrażenie równiutko poukładanymi ludzkimi czaszkami, a pod nimi kośćmi kończyn. Pobyt w kaplicy nie zajął nam dużo czasu. Zdecydowanie dłużej spędziliśmy na cmentarzu, z którego roztacza się urokliwy widok na jezioro i kościół ewangelicki. Hallstatt, kościół FarnyPrzechodząc dalej wdepnęliśmy do kościoła katolickiego przy cmentarzu, który również jak ten przy rynku otwarty jest dla wiernych i turystów przez cały dzień. Nie jest to duży imponujący kościół, ale za to stanowi on najcenniejszy zabytek w Hallstatt. Został wzniesiony w 1505 roku. Taaak, krótka kontemplacja i dalej w górę. Obok cmentarza pnie się w górę droga, która później łączy się ze szlakiem na sam szczyt wzgórza, gdzie znajduje się kopalnia soli. My jednak mieliśmy ochotę przejechać się kolejką, więc jako cel dalszego spaceru obraliśmy sobie mostek widokowy nad wodospadem spadającym do centrum miasteczka. Tak dokładnie, przez miasteczko przepływa rwący potok opadający ze stromego wzgórza, na które właśnie wdrapywaliśmy się. Spacer w górę nie jest wyczerpujący, więc polecamy każdemu, bo widoki stąd robią wrażenie. Szczególnie tymi serpentynkami od cmentarza. Później weszliśmy na szerszy trakt już zalesiony. Hallstatt - wodospadTrochę cienia się przyda pomysleliśmy i pomimo utraty w tym momencie pięknego krajobrazu kontynuowaliśmy marsz. W pewnym momencie ostro w prawo i za kierunkowskazem „5 minut do tarasu widokowego” jeszcze mocniej przyspieszyliśmy kroku. Oczywiście szybciutko dotarliśmy do miejsca, z którego widać było cały potok i wodospad oraz zawężony od drzew krajobraz na Hallstatt i jezioro. Taras widokowy to wąski mostek nad wodospadem, niby nic, ale trzeba tam dojść. Cel został osiągnięty. Teraz czas wrócić na dół. Poszliśmy inną drogą, najpierw tak samo przez las, później wąską ścieżką do centrum miasteczka. Stąd znów miasteczko pokazało nam sie w nowej odsłonie. Schodząc, co chwila zatrzymywaliśmy się, aby skraść kolejny kadr. Wąska ścieżka w lesie przerodziła się w wąski chodnik z długimi schodami. Dobrze, że szliśmy już w dół. Współczuliśmy ogromnie sanitariuszom, z którymi mijaliśmy się na tych wąskich schodach. Hallstatt, widok z górnej ścieżkiDwaj panowie prowadzeni przez gościa, który zapewne wezwał karetkę zasuwali pod górę ze specjalnymi noszami przystosowanymi do transportu chorego w pozycji siedzącej, a nie leżącej. Po zejściu na sam dół zmuszeni przez nasze żołądki do zaspokojenia głodu zasiedliśmy w tej samej knajpce co piliśmy kawę i zamówiliśmy tutejszą pizze. Jakość przeciętna, była dobra, ale w Polsce są lepsze. Po obiedzie został nam czas na wyjazd do góry kolejką i zwiedzenie kopalni. O tym jednak opowiemy w kolejnej, odrębnej relacji.

Nie ma co ukrywać, Hallstatt robi wrażenie, szczególnie z trochę dalszej perspektywy. Jeśli ktoś przebywa w okolicy to naprawdę warto tu podjechać i poświęcić chociaż pół dnia. Miasteczko nie jest duże, więc z pewnością wystarczy czasu, aby poczuć jego klimat.

 Na koniec tradycyjnie zapraszamy na foto spacer po miasteczku. Kliknij TUTAJ

icon-car.pngKML-LogoFullscreen-LogoQR-code-logoGeoJSON-LogoGeoRSS-LogoWikitude-Logo
HALLSTATT - perełka austriackich Alp

ładowanie mapy - proszę czekać...

HALLSTATT - perełka austriackich Alp 47.562234, 13.649262 HALLSTATT - perełka austriackich Alp

 

Oceń relację, to dla nas ważne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pokaż, że nie jesteś robotem i wpisz wynik